W cieniu epidemii... jak izolacja przypomniała mi o małych przyjemnościach.

W cieniu epidemii... jak izolacja przypomniała mi o małych przyjemnościach.


Kiedy piszę ten tekst mija blisko 3 miesiące, od kiedy życie nas wszystkich na chwilę się zatrzymało. Nie wiem, jak Wy, ale ja początkowo zachłysnęłam się wizją całego tego dodatkowego, wolnego czasu. Snułam plany czego to ja nie zrobię. W głowie tworzyłam niekończące się listy rzeczy, na które wcześniej nie miałam czasu, a które zawsze chciałam zrobić. Teraz magicznie ten czas zyskałam. Projekty, szkolenia oraz wszelki rozwój intelektualny i biznesowy chyba u wszystkich z nas był tematem numer jeden. Prawda jest jednak taka, że zamknięcie w czterech ścianach zabija całą kreatywność. O ile początkowo ekscytacja nadchodzącymi możliwościami rośnie do granic możliwości, o tyle bardzo szybko leci po równi pochyłej w dół. Czas biegnie jak szalony, a my zaczynamy sobie wyrzucać, że nie zrobiliśmy nic z tego, co tak szumnie planowaliśmy. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nic nie muszę, a fakt, iż zyskałam odrobinę wolnego czasu wcale nie oznacza, że muszę zaplanować go co do sekundy. To przecież idealny moment, żeby zwolnić i zadbać o siebie. Czas epidemii przypomniał mi, o tym, jak ważne są te chwile. Małe przyjemności, o których zapominamy żyjąc w ciągłym biegu.

ŚWIAT KSIĄŻEK...

Kocham czytać, więc dodatkowy czas na czytanie to fantastyczna wiadomość. W końcu zyskałam kilka cennych minut na nadrobienie zaległych lektur.

...I SERIALI

A w przerwach od czytania korzystam z dobrodziejstw Netflixa. Wreszcie mam chwilę, by nadrobić Dark. Wiecie ten serial o kolesiu, który cofa się w czasie, żeby znaleźć swojego brata, który jest jego ojcem. Koncepcja na tyle absurdalna, że wciąga jak pralka skarpetki.

PORANKI W STYLU SLOW 

Leniwe poranki. Kubek kawy z mlekiem kokosowym. Książka w dłoni...i wtedy się budzisz. Przecież dobrze wiemy, że z naszym słodkim bobasem poranki są wczesne i szalone, ale także mają swój urok. Kawa i książka nadal są obecne, tylko kawę czasem po prostu trzeba odgrzać w mikrofalówce, a do wartkiej akcji kryminału zakrada się niespodziewanie Świnka Peppa. Te rodzinne chwile to czyste złoto.   

5 MINUT TYLKO DLA SIEBIE

Życie w ciągłym biegu sprawia, że często zapominamy o sobie, a nic tak nie poprawia humoru, jak wieczorne domowe spa. Te kilka dodatkowych chwil warto więc wykorzystać na odprężającą kąpiel, maseczkę i pomalowanie paznokci. Szczególnie to ostatnie zawsze spędza mi sen z powiek, gdy doba kurczy się w zastraszającym tempie. Nie dość, że moje umiejętności w tej kwestii są na poziomie 5-latki, której paznokcie u obu dłoni wyglądają jakby malowała je lewą ręką, to dodatkowo absolutnie zawsze wolny czas na pomalowanie paznokci wypada późnym wieczorem. I chyba wiecie jak to się kończy rano. Witajcie wzorki z pościeli.

To tylko kilka małych przyjemności, na które zazwyczaj nie mamy czasu żyjąc w nieustannym biegu, by wycisnąć z tej życiowej cytryny jak najwięcej soku. Dlatego warto od czasu do czasu zwolnić i przypomnieć sobie, co sprawia nam radość. 

Bananowe babeczki z gorzką czekoladą i mrożonymi owocami, czyli idealny deser na drugie śniadanie.

Bananowe babeczki z gorzką czekoladą i mrożonymi owocami, czyli idealny deser na drugie śniadanie.

Babeczki bananowe z gorzką czekoladą i mrożonymi owocami.

Czy jest tu ktoś, kto, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, nie upiekł jeszcze chlebka bananowego? Ostatnie tygodnie zdecydowanie upływają wszystkim pod znakiem pieczenia. Nie zliczę ile już takich chlebków zdążyliśmy zjeść. Nadszedł więc czas na jakieś urozmaicenie. Dlatego dziś przychodzę do Was z przepisem na chlebek bananowy w formie muffinek.

BANANOWE BABECZKI Z MROŻONYMI OWOCAMI I NUTĄ CYNAMONU

SKŁADNIKI:
* 3 dojrzałe banany
* 1.5 szklanki mąki pełnoziarnistej (polecam mąkę Lubella pełne ziarno)
* 1/3 szklanki oleju rzepakowego
* 1/3 szklanki erytrytolu
* 1 łyżeczka sody
* 1/2 łyżeczki cynamonu
* 1 jajko
* 1/4 szklanki ulubionego napoju roślinnego
* 50 g gorzkiej czekolady min. 64%
* ulubione mrożone owoce (u mnie jest to owocowy mix - wiśnie, maliny i śliwki)

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Banany rozgniatamy widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków (zdecydowanie polecam tę drugą opcję). 

Do bananów dodajemy pozostałe składniki, w tym posiekaną czekoladę i dokładnie mieszamy. 

Formę do muffinek wykładamy papierowymi papilotkami. Wypełniamy każdą do połowy (z przepisu wychodzi 12 babeczek). Do środka wkładamy mrożone owoce i zalewamy resztą ciasta. 

Babeczki wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. C. Pieczemy 35 minut.


Babeczki idealnie sprawdzają się jako drugie śniadanie, a także jako słodki dodatek do kawy czy herbaty. Można przechowywać je w zamkniętym pojemniku przez tydzień i przez cały czas są tak samo smaczne, jak zaraz po upieczeniu.
Inspirujący piątek #1

Inspirujący piątek #1


Inspirujący piątek to nowa seria na blogu, w której zamierzam dzielić się z Wami wszystkim tym, co w danym momencie uwielbiam. Znajdziecie tu więc linki do produktów, które skradły moje serce, do blogów i artykułów, które według mnie są warte tego, by rzucić na nie okiem. Nie zabraknie również muzyki, książek, filmów, seriali oraz podcastów. Jednym słowem to miejsce na wszystko to, co trafia w mój gust i mnie inspiruje, a możliwe, że spodoba się również Wam.

Panująca epidemia sprawiła, że zmieniły się znacząco nasze codzienne nawyki. I tak od kilku tygodni, wszyscy pieką chlebki bananowe, klasyczne chleby, bułki, bagietki oraz chałki. Oczywiście nam także udzieliło się to kuchenne szaleństwo i nieustannie poszukujemy sprawdzonych przepisów na domowe pieczywo. Jeśli tak jak my uwielbiacie burgery wege to koniecznie sprawdźcie przepis na bułki do hamburgerów, który udostępniła na swoim Instagramie czarna.wisieńka. Buły są przepyszne, a do tego banalnie proste w przygotowaniu.


A skoro mówimy o jedzeniu to nie mogę nie wspomnieć o VitaminBox, dzięki któremu świeże warzywa i owoce lądują co tydzień pod naszymi drzwiami. Nie ma co ukrywać zakupy w rękawiczkach i maseczce nie należą do najprzyjemniejszych. Dlatego też, jeśli możemy sobie zaoszczędzić takich atrakcji i zamówić jedzenie z dostawą do domu to oczywiste jest, iż skorzystamy z takiej opcji. Jeśli jesteście z Trójmiasta i okolic to koniecznie sprawdźcie ofertę VitaminBox, który ze względu na panujące warunki uruchomił sklep online (mają też punkt stacjonarny).


Jeśli chodzi o książki to szczerze mówiąc nie przepadam za poradnikami. Szczególnie za tymi, które traktują o tym, jak żyć i pracować. Zazwyczaj jest to pseudo coachingowy bełkot, przez który po prostu nie jestem w stanie przebrnąć. Ostatnio sięgnęłam jednak po tego typu książkę, a konkretnie mówiąc chodzi o "Unf**ck yourself. Napraw się!". Bardzo dużo osób ją polecało, więc postanowiłam sprawdzić, o co ten cały szum. Autor wstrzelił się z treścią w dobry moment. Akurat, kiedy zaczynałam czytać "Unf**ck yourself." zastanawiałam się nad powrotem do blogowania i choć z jednej strony bardzo chciałam wrócić do pisania to przestawienie się z życia w dwójkę na życie z dodatkowym małym człowiekiem sprawiło, że wymówki, by tego nie robić, mnożyły się w zastraszającym tempie. Książka dała mi pozytywnego kopa, by zamiast tylko mówić co zrobię po prostu zacząć działać i nie zważać na to, czy to, co tworzę będzie świetne, czy może razić będzie kiepską jakością. Najważniejsze jest to, by w ogóle zacząć. Jak to mówią - zrobione jest lepsze od doskonałego.

Muzyka towarzyszy mi każdego dnia. Dlatego tak kocham Tidal, dzięki któremu mam dostęp do ogromnej muzycznej biblioteki w każdym miejscu i o każdej porze.

W ostatnim czasie w moich słuchawkach usłyszycie "Your love is" oraz "Later bitches", a jeśli jeszcze jakimś cudem nie słyszałyście #hot16challenge2 w wykonaniu Fokusa to koniecznie musicie nadrobić. To jak zwykle rapowy majstersztyk.

Niezmiennie oglądam także kanał Lydii na YouTube. To jedna z moich top 3 youtuberek - kobieta sukcesu, która zdecydowanie inspiruje do działania.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o dwóch produktach z kategorii beauty. Dobry krem do rąk to teraz podstawa. Mycie rąk milion razy w ciągu dnia, a także używanie żeli odkażających sprawia, że skóra moich dłoni wygląda tragicznie. Na szczęście z pomocą przychodzi krem Avene Cicalfate oraz Jowae. Oba przynoszą ukojenie wysuszonej i pękającej skórze.

Na dziś to tyle. Widzimy się w kolejny piątek - tym razem podzielę się z Wami przepisem na moje ulubione babeczki bananowe.
Ziołowa fasola, za którą Twój dietetyk pośle Cię do piekła.

Ziołowa fasola, za którą Twój dietetyk pośle Cię do piekła.

Ziołowa fasola z miętą i pietruszką.

Istnieją takie dania, którym nie możemy się oprzeć nawet wtedy, kiedy doskonale zdajemy sobie sprawę, iż niekoniecznie należą do kategorii dietetycznych. Od czasu do czasu każdemu z nas należy się jednak odrobina przyjemności, a wtedy na horyzoncie pojawia się tzw. "comfort food". U mnie od jakiegoś czasu takie miano zyskała biała fasola w wersji ziołowej. Moja dietetyczka pewnie dostałaby zawału widząc tę maślaną bułkę tartą [Ola, tej bułki tartej z pszennej kajzerki tutaj nie ma, to Ci się tylko wydawało ;)], ale czasem warto iść do piekła za chwilę kulinarnej przyjemności. Łapcie więc przepis.

BIAŁA FASOLA Z MIĘTĄ I PIETRUSZKĄ

SKŁADNIKI:
* 1.5 kubka białej fasoli Piękny Jaś
* 3 łyżki masła
* 3 czubate łyżki bułki tartej
* ziele angielskie
* liść laurowy
* 1 łyżeczka suszonego cząbru
* 1 łyżeczka suszonej pietruszki
* 0.5 łyżeczki suszonej mięty
* 1 czubata łyżeczka ziół greckich (cebula, rozmaryn, tymianek, bazylia, papryka, oregano, szałwia, mięta)
* świeża pietruszka
* pieprz
* sól

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Fasolę zalewamy wodą tak, by w całości była zanurzona. Moczymy przez całą noc (minimum 12 h).

Następnie wodę wylewamy i zalewamy fasolę ponownie. Dodajemy liść laurowy, 3 ziarenka ziela angielskiego oraz łyżeczkę suszonego cząbru. Gotujemy aż do miękkości (pod koniec gotowania solimy).

Na patelni rozgrzewamy 3 łyżki masła. Następnie dorzucamy 3 czubate łyżki bułki tartej i dokładnie mieszamy. Do bułki dodajemy suszoną pietruszkę, suszoną miętę oraz zioła greckie. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Dokładamy do naszej mieszanki ugotowaną fasolę i starannie mieszamy. Całość wykańczamy posiekaną świeżą pietruszką.


Tak przygotowana fasola jest również idealnym dodatkiem do kubka czerwonego barszczu zamiast klasycznego pasztecika.
Zakupy w czasach epidemii - jak zmieniły się nasze nawyki?

Zakupy w czasach epidemii - jak zmieniły się nasze nawyki?

Zakupy spożywcze.

Jeszcze niedawno wszystko było inne, proste. Nikt z nas nie myślał nawet o tym, by po powrocie z zakupów dezynfekować każdy produkt. Gdyby ktoś o tym usłyszał, kilka tygodni temu, zapewne popukałby się w czoło i uznał nas za wariatów. Niestety wszystko jest w stanie zmienić się w przeciągu zaledwie kilku sekund. Jednego dnia wszystko było po staremu, a następnego brutalnie powitała nas nowa rzeczywistość. Siłą rzeczy to, co znaliśmy do tej pory przepadło bezpowrotnie, a nasze nawyki uległy dość znaczącym zmianom. Wyjście do sklepu to obecnie dość ryzykowna rozrywka. Przyjrzyjmy się dziś więc zakupom spożywczym w czasie epidemii. Jak zmieniły się nasze nawyki?

BEZPIECZEŃSTWO PONAD WSZYSTKO

Skończyły się rodzinne wyjścia na zakupy. Od początku wiedzieliśmy, że jeśli chcemy zminimalizować ryzyko zarażenia powinniśmy nie tylko robić zakupy jak najrzadziej, ale przede wszystkim wyznaczyć jedną osobę, która te zakupy ogarnie. Najlepszym wyjściem jest oczywiście wybranie kogoś, kto i tak musi wychodzić do biura poza domem. W naszym wypadku zakupy dla nas i moich rodziców robi więc mój mąż, którego praca nie jest możliwa w warunkach zdalnych.

Testowaliśmy różne rozwiązania, jeśli chodzi o częstotliwość odwiedzania supermarketów. Próbowaliśmy zakupów raz na 2, a nawet raz na 3 tygodnie. Niestety ten system nie zdawał egzaminu. Po pierwsze ciężko zmieścić tak ogromną ilość świeżych produktów w lodówce, a po drugie niestety duża część jedzenia najzwyczajniej w świecie się psuła. Nie lubię wyrzucać jedzenia, więc jedyną sensowną opcją okazały się standardowe zakupy raz na tydzień. Dokonaliśmy jednak jednej znaczącej zmiany. Do niedawna nasze tygodniowe zakupy rozkładaliśmy między 3 różne sklepy. Obecnie zawsze wybieramy tylko jeden - tworząc listę zakupową bierzemy więc pod uwagę, iż mamy do dyspozycji ograniczony asortyment.

W naszym nowym systemie raz w tygodniu zaopatrujemy się w świeże produkty, a raz w miesiącu uzupełniamy spiżarnię we wszelkiego rodzaju towar o długim terminie ważności jak kasza, ryż, makaron, mąka czy warzywa w puszkach.

ZAKUPY ONLINE TO ZŁOTO

Jeśli chodzi o społeczny dystans idealnie wpisują się w niego zakupy online. Nie dość, że możemy je zrobić o każdej porze dnia i nocy w zaciszu własnego domu to dodatkowo jesteśmy w stanie do zera ograniczyć, w tym procesie, kontakt z innymi ludźmi. Wystarczy, że wybierzemy dostawę do paczkomatu. Od kilku tygodni właściwie wszystko, co jest nam potrzebne i jest dostępne online zamawiamy właśnie w ten sposób. Nawet warzywa i owoce.

Przy tym temacie musimy koniecznie zatrzymać się na dłużej, bo zamawianie warzyw i owoców online z dostawą do domu to nasz hit. Trzy tygodnie temu odkryliśmy VitaminBox (dostawy dostępne na terenie Trójmiasta i okolic), który okazał się odpowiedzią na problem, jaki mieliśmy ze zdobyciem dobrej jakości warzyw i owoców. Obecnie wybór w supermarketach jest tak marny, że szkoda słów. Za każdym razem, kiedy próbowaliśmy zrobić zakupy na dziale warzywno-owocowym produkty albo były kiepskiej jakości, albo wszystko, co dobre było już wykupione i zostały jedynie same zmaltretowane zgniłki. To właśnie w tym momencie, tej smutnej historii, pojawił się sklep z Rumi, który ze względu na epidemię wprowadził ofertę zakupów online. Dawno nie jedliśmy tak dobrych jakościowo warzyw i owoców. W końcu możemy cieszyć się pomidorami, które smakują jak pomidory, a nie rozwodniony karton. Dziś delektowaliśmy się nawet pierwszymi w tym sezonie truskawkami (były przepyszne). Myślę, że tego typu zakupy zagoszczą już u nas na stałe. Nawet kiedy wreszcie będziemy mogli wrócić do jako takiej normalności.

PLANOWANIE KLUCZEM DO SUKCESU

Planowanie tygodniowego menu i przygotowanie listy na zakupy nie jest może nowym nawykiem, ale myślę, że warto o tym wspomnieć w kontekście panujących obecnie warunków. Planowanie zakupów jest teraz ważniejsze niż kiedykolwiek. Dzięki temu nie kupujemy niepotrzebnych produktów, tylko dlatego, że wydaje nam się, iż mogą nam się przydać, a co za tym idzie nie tylko nie marnujemy żywności, ale przede wszystkim zaoszczędzamy pieniądze. Dodatkowo z listą znacznie szybciej robimy zakupy. Mniej czasu spędzonego w sklepie to mniejsze ryzyko dla naszego zdrowia. 

Zajrzyjcie do wpisu: "Planowanie posiłków, czyli jak ograniczyć marnowanie jedzenia do minimum.", w którym znajdziecie tygodniowy planner posiłków oraz listę na zakupy w wersji do druku, a także kilka porad jak planować, żeby nie zwariować.

Początkowo cała sytuacja nas przytłoczyła i wydawało się, że będziemy musieli wywrócić całe swoje życie do góry nogami. Okazuje się jednak, że nowo wypracowany system nie jest wcale taki zły. Zakupy zajmują obecnie dużo mniej czasu, a my mamy go więcej dla siebie. 

A jak Wy radzicie sobie w nowej zakupowej rzeczywistości? Jak zmieniły się Wasze nawyki? 
Moje ulubione drugie śniadanie, czyli jogurt z duszonymi śliwkami z nutą czekolady i cynamonu.

Moje ulubione drugie śniadanie, czyli jogurt z duszonymi śliwkami z nutą czekolady i cynamonu.

Przepis na jogurt z duszonymi śliwkami z nutą czekolady i cynamonu.

Czuję się tak jakbym dopiero zaczynała swoją przygodę z blogowaniem - tak dawno nie opublikowałam tu żadnego tekstu. Nie chce się wierzyć, że ostatni artykuł pojawił się tu w marcu zeszłego roku. Od tego czasu wiele się zmieniło. Nasza rodzina powiększyła się i kiedy szczęśliwi odnajdowaliśmy się w nowej rzeczywistości Świat zmienił się bezpowrotnie. Smutna prawda jest taka, iż prawdopodobnie nic nie będzie już nigdy takie samo. Koronawirus rzucił blady cień na życie nas wszystkich. Najważniejsze jednak, że mamy siebie i jesteśmy zdrowi. Miejmy nadzieję, że wszyscy przetrwamy ten czas, a pandemia zamieni się w ponurą historię.

Długo zastanawiałam się, czy powrót na bloga w obecnej sytuacji to dobry pomysł. W końcu kto ma teraz ochotę na lekkie, lifestyle'owe treści w dobie ogromnej ludzkiej tragedii. Tego typu artykuły wydają się banalne. Jednak im dłużej trwamy w narodowej kwarantannie zaczęło do mnie docierać, że właśnie tego typu content jest teraz pożądany. Coś lekkiego, co pozwoli oderwać się, choć na chwilę, od ponurej rzeczywistości. Ostatecznie więc zadecydowałam, że powrót do pisania bloga będzie idealną odskocznią od natłoku dołujących informacji, którymi nieustannie bombardują nas media.

Tyle tytułem wstępu. Przejdźmy zatem do właściwej treści tego wpisu.

Dziś chciałabym się z Wami podzielić moim ulubionym śniadaniem, które często gościło w moim jadłospisie podczas ciąży. Ze względu na to, iż choruję na insulinooporność nie było dla mnie zaskoczeniem, kiedy zdiagnozowano u mnie cukrzycę ciążową. Na szczęście trafiłam na fantastyczną dietetyczkę, dzięki której nie tylko udało mi się utrzymać w ryzach cukrzycę, ale także schudnąć i pozbyć się insulinooporności. Jogurt z duszonymi śliwkami pozostał jednym z moich ulubionych śniadań do dziś, choć od porodu minęło już prawie 3 miesiące.

JOGURT Z DUSZONYMI ŚLIWKAMI, MIGDAŁAMI I SUROWYM KAKAO

SKŁADNIKI:
* 1 opakowanie jogurtu SKYR (150 g)
* 120 g świeżych lub mrożonych śliwek (Ja używam mrożonych. Polecam te z Biedronki.)
* odrobina wody
* 1 łyżeczka erytrytolu
* 1 łyżeczka surowego kakao
* 0.5 łyżeczki cynamonu
* 2 kostki gorzkiej czekolady 64%
* 20 g migdałów + 10 g płatków migdałowych

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Do rondelka wrzucamy śliwki. Dodajemy odrobinę wody i dusimy do miękkości. 

Kiedy śliwki zmiękną dodajemy erytrytol, surowe kakao oraz cynamon. Całość dokładnie mieszamy.

Do miseczki przekładamy jogurt. Następnie wykładamy śliwki. Na górze układamy 2 kostki czekolady (możemy je zetrzeć na wiórki lub pokroić na mniejsze kawałki) i posypujemy orzechami. 

W kilka chwil mamy przepyszne i pożywne drugie śniadanie. Koniecznie wypróbujcie. 


Jeśli jesteście zainteresowane dietą, podczas której będziecie mogły jeść takie pyszności, to serdecznie polecam Wam Aleksandrę Mieczkowską, dzięki której w końcu, po wielu latach, udało mi się pokonać insulinooporność i zrzucić większość nadprogramowych kilogramów. Koniecznie zajrzyjcie na Insta i FB, gdzie Ola dzieli się przepisami na zdrowe pyszności.