Pieczone chipsy z plantanów.

5/06/2017

Pieczone chipsy z plantanów.


Na drodze do zdrowej sylwetki bardzo często staje nam miłość do słodkości i zazwyczaj to właśnie ją obwiniamy o kilka kilogramów więcej. Tymczasem równie zgubne, jak ciasteczka są także słone przekąski. Szczególnie te sklepowe, które zawierają niestety mnóstwo chemicznych dodatków. Najbardziej zgubne z nich wszystkich są chipsy - utwardzony olej czy glutaminian sodu w składzie to tylko wierzchołek tej niezdrowej góry lodowej. Okazuje się, że znalezienie dla nich zdrowszej alternatywy nie jest takie proste. Kto kocha chipsy bezgraniczną miłością dobrze wie, że ciężko znaleźć coś równie chrupiącego, smacznego i zdrowego zarazem. Dlatego też pomysł na stworzenie nowej serii na blogu, w której zaprezentuję Wam zdrowe alternatywy dla chipsów. Gwarantuję Wam, że sklepowe chipsy już więcej nie trafią do waszych koszyków.

Na początek chipsy z plantanów, w wersji pieczonej. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, czyli przepisu pokrótce przybliżę Wam same plantany.



Plantan to inaczej banan warzywny. Właściwie jest to warzywo-owoc - wszystko zależy od tego, w jakiej obecnie fazie dojrzałości się znajduje. Kiedy jest niedojrzały bardziej przypomina warzywo - dopiero gdy dojrzeje nabiera cech owocu.

Plantany występują w 3 różnych fazach dojrzałości:

1. ZIELONY: niesłodki - gdybyście spróbowały zjeść go na surowo przekonałybyście się, że jest po prostu gorzki. Zawiera bardzo dużo skrobi stąd podobny jest trochę do ziemniaka. Będzie idealny do przygotowania chipsów czy placków.

Temperatura i wilgotność powietrza sprawia, że zielony plantan po pewnym czasie zaczyna żółknąć, a następnie przybiera czarny kolor. Nie przejmujcie się czarnymi plamkami na skórze, bo nie mają one wpływu na jego środek.

2. ŻÓŁTY: w porównaniu z zielonym plantanem, w tym bardziej dojrzałym, żółtym zawartość skrobi spada, za to wzrasta ilość cukrów prostych. Żółte plantany możecie wykorzystać do przygotowania naleśników lub ciasta.

3. CZARNY: dojrzały, bardzo słodki i bardziej miękki niż zwykły banan. Będzie idealny do przygotowania wszelkiego rodzaju deserów, kremów czy lodów. Warto przy tym zaznaczyć, że jeśli skóra plantana zrobi się czarna to wcale nie oznacza, iż jest zepsuty.

Platany są źródłem wielu witamin i minerałów, w tym witaminy B6, A i C oraz magnezu i potasu. Ilość plantanów zmieszczona w kubku zapewnia prawie 1/5 dziennego zapotrzebowania na błonnik. To także 1/3 dziennej dawki witaminy C i A.

Mimo, że plantany wyglądem bardzo przypominają banany to różni je to, że trzeba je upiec przed podaniem - zjedzone na surowo są po prostu gorzkie.



Jeśli chcemy więc przygotować chipsy musimy wybrać platany niedojrzałe, zielone, które są twarde i jędrne więc dużo łatwiej je pokroić. W tym wypadku im bardziej zielone, tym lepiej. Możecie oczywiście wybrać plantany żółte, jeśli jesteście zwolennikami słodkich chipsów. Miejcie jednak na uwadze, że będą trudniejsze w obróbce - w tej sytuacji lepiej użyć, do ich pokrojenia, ostrego noża zamiast mandoliny. Pamiętajcie tylko, że plastry powinny być w miarę równej grubości, aby mogły równomiernie się upiec. Im cieńsze plastry tym chipsy będą bardziej chrupiące.

Do przygotowania chipsów potrzebne będą następujące produkty:

* 2 plantany (zielone)
* olej z awokado (możecie zamiast niego użyć oleju kokosowego lub rzepakowego)
* sól himalajska
* pieprz

Po umyciu i obraniu plantanów (najpierw odcinamy końcówki, a następnie nacinamy skórę wzdłuż) kroimy je na równe plasterki przy użyciu mandoliny do warzyw.

Rozkładamy jedną warstwę na blasze wyłożonej papierem, po czym spryskujemy całość olejem z awokado i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. 

Pieczemy przez 10 minut, po czym przekładamy chipsy na drugą stronę, ponownie spryskujemy olejem i pieczemy kolejne 10 minut. 

Zamiast spryskiwać chipsy możecie wrzucić je do miski, dodać odrobinę oleju oraz ulubione przyprawy, a następnie całość wymieszać tak by mieszanka pokryła dokładnie wszystkie plasterki. 

Pamiętajcie, aby regularnie sprawdzać postępy pieczenia, bo plantany lubią się niestety przypalać.

Po upieczeniu posypujemy solą i pieprzem.




Według mnie - totalnego chipsoholika, który walczy z chemicznymi przekąskami - to jak dotąd najlepszy i przede wszystkim najbardziej zbliżony do oryginału zamiennik dla chipsów. Jeśli jeszcze nie próbowałyście to koniecznie musicie to nadrobić. Ja plantany kupuję jak pojawią się w Lidlu - ostatnio można je tam dostać coraz częściej, więc może jest nadzieja na to, że wejdą do stałej sprzedaży.

Słyszałyście o warzywnych bananach? Próbowałyście już chipsów z plantanów czy może to dla Was zupełna nowość?
Waga jako wyrocznia, czyli jak monitorować postępy w odchudzaniu?

2/01/2017

Waga jako wyrocznia, czyli jak monitorować postępy w odchudzaniu?


Trenujesz regularnie, zdrowo się odżywiasz, a tymczasem waga szaleje i pokazuje kilogram czy dwa w plusie. Jeśli choć raz próbowałaś się odchudzać to pewnie dobrze znasz tę sytuację. Odchudzanie to praca na pełen etat. Szczególnie jeśli ilość zbędnych kilogramów jest dość znaczna. Niestety waga nie zawsze chce z nami współpracować, co zwykle kończy się zniechęceniem i brakiem motywacji do dalszej walki o zdrową sylwetkę. Jak zatem monitorować postępy w odchudzaniu, aby nie dać się zwariować?

WAGA

Jeśli interesuje nas zrzucenie kilku zbędnych kilogramów to oczywiste jest, że chcemy widzieć rezultaty w postaci niższej liczby na wskaźniku wagi. Nie ma się zatem czemu dziwić, iż jest ona najbardziej popularnym narzędziem do pomiaru osiąganych efektów w dziedzinie odchudzania. Niestety jest też jednocześnie najbardziej znienawidzonym urządzeniem pomiarowym. Pałamy do niej szczególną nienawiścią, kiedy pokazuje nie to, czego byśmy oczekiwały.

Należy pamiętać, że w ciągu dnia naturalnym zjawiskiem są wahania wagi - w końcu zjadane posiłki nie rozpływają się magicznie w naszym przewodzie pokarmowym. Dlatego też, jeśli koniecznie chcecie sprawdzić Wasze postępy za pomocą wagi to nie róbcie tego kilka razy dziennie - jedynym efektem takich działań będzie frustracja i brak motywacji do dalszego działania. Aby móc prawidłowo dokonać pomiaru należy ważyć się za każdym razem o tej samej porze, ale pamiętajcie, że najbardziej miarodajny wynik uzyskacie wchodząc na wagę rano, na czczo.

Inną sprawą jest, że to, co widzicie na wyświetlaczu wagi to kilogramy jako całość - musicie jednak pamiętać, że Wasze ciało nie składa się tylko z jednego czynnika, a więc waga pokazuje Wam tłuszcz, mięśnie oraz wodę razem. Właśnie tu leży klucz do zrozumienia, dlaczego trening i dieta nie zawsze daje ujemny wynik na wadze. Otóż nigdy nie jest tak, że w wyniku odchudzania tracimy jedynie tłuszcz i żadne inne reakcje w naszym organizmie nie zachodzą. Chyba że stosujemy głodówki i trenujemy jak wyczynowi sportowcy jednocześnie, czym robimy sobie ogromną krzywdę i spalamy zamiast tłuszczu głównie mięśnie, ale nie o tym dzisiaj (pamiętajcie nigdy nie stosujcie diet głodowych). Jeśli zdrowo się odżywiamy i jednocześnie jesteśmy aktywne fizycznie to w procesie tracenia tkanki tłuszczowej budujemy także mięśnie. Tym samym może się okazać, że zgubiłyśmy kilo czy dwa, a waga ani drgnęła albo nawet wzrosła. Rozwiązanie tej zagadki jest proste - straciłyśmy tłuszcz, ale jednocześnie trenując zbudowałyśmy mięśnie, a więc wagowo wygląda to tak samo, a jednak mimo tego wyglądamy szczuplej, bo kilogram mięśni objętościowo jest dużo mniejszy niż kilogram tłuszczu. Ponadto może być tak, że akurat zatrzymała nam się woda w organizmie - co jest częstym powodem wzrostu wagi przed miesiączką - może być także konsekwencją zbyt małej ilości wypijanych płynów.

Właśnie z tego powodu nie powinnyśmy stosować wagi jak głównego narzędzia do pomiaru postępów w odchudzaniu. Owszem możemy raz na jakiś czas kontrolnie sprawdzić jak to wygląda, ale zdecydowanie lepiej uzupełniać takie pomiary innymi sposobami, o których przeczytacie więcej w dalszej części. To, co warto jednak robić to pomiary ciała na profesjonalnych urządzeniach dostępnych w siłowniach czy u dietetyków. Dzięki specjalnemu urządzeniu uzyskacie informacje takie jak: waga, ilość tkanki mięśniowej, balans masy mięśniowej, wskaźnik metaboliczny, poziom wody w organizmie czy poziom otłuszczenia organów. Warto więc dokonywać tego typu pomiarów co jakiś czas, aby posiadać kompleksową wiedzę odnośnie zachodzących w naszym organizmie zmian.


CENTYMETR

Centymetr nadal jest niedocenianym, przez wiele osób, narzędziem do monitorowania postępów w odchudzaniu. Tymczasem to właśnie dzięki niemu, a nie wadze najszybciej zauważymy efekty naszej pracy. Tym bardziej, że tak jak mówiłam w poprzednim punkcie wyższa waga wcale nie musi oznaczać, że przytyłyśmy. Może być wynikiem zbudowania mięśni, a co za tym idzie nasza sylwetka będzie wyglądała szczuplej. Dlatego pamiętajcie, aby na początku swojej drogi dokonać pomiarów przy pomocy centymetra - zanotować je na kartce i raz w miesiącu sprawdzić co się zmieniło. Zapewniam Was, że będziecie pozytywnie zaskoczone. Pomiarów powinnyście dokonywać w następujących miejscach: szyja, bicepsy, klatka piersiowa, talia, brzuch, biodra, uda i łydki.

ZDJĘCIA PORÓWNAWCZE

Dobrym sposobem monitorowania zmian naszego ciała są także zdjęcia. Dzięki nim czarno na białym widzimy co udało nam się zdziałać, a nad którymi partiami naszego ciała powinnyśmy jeszcze popracować. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś ma większą ilość kilogramów do zrzucenia to robienie jakichkolwiek zdjęć jest ostatnią rzeczą na, jaką ma się wtedy ochotę. Jednak warto się przemóc i to zrobić - przecież nikt nie musi oglądać tych zdjęć poza nami - a za jakiś czas kiedy Wasza sylwetka się zmieni może okazać się, że chętnie podzielicie się Waszą przemianą z innymi. Poza tym tego typu zdjęcia - z początków odchudzania - są doskonałym motywatorem do dalszej pracy, a także utrzymania wypracowanych efektów. Pamiętajcie tylko, że najlepiej wykonywać takie zdjęcia w bieliźnie albo przynajmniej w tym samym zestawie ubrań - dzięki temu łatwiej będzie Wam dostrzec zachodzące zmiany.

UBRANIA

Ostatnim sposobem, który pozwoli nam na zmierzenie postępów na drodze odchudzania, jest włożenie ubrania. Nie byle jakiego ubrania. Musi być przynajmniej rozmiar mniejsze od noszonego obecnie. Mogą to być stare jeansy, w które nie mieścimy się już, bo przytyłyśmy albo możemy po prostu kupić nowe o rozmiar mniejsze. Za jakiś czas przymierzcie je ponownie - jeśli okaże się, że spodnie, w których brakowało Wam kilku centymetrów do zapięcia guzika teraz zapinają się bez problemu to będzie to najlepszy wyznacznik Waszego sukcesu - nic nie cieszy bardziej niż ubrania w mniejszym rozmiarze.


Te cztery sposoby monitorowania postępów w odchudzaniu są znane każdej z nas, jednak wiele osób tak bardzo skupia się na gubionych kilogramach, że zupełnie zapomina, że nie to jest najważniejsze. Nie chodzi przecież o spadające cyferki, ale o zdrowie i dobre samopoczucie. Obsesyjne wchodzenie na wagę nie sprawi, że poczujcie się lepiej - jest więcej niż pewne, że zadziała na Was negatywnie i stracicie cały zapał do działania. Dlatego pamiętajcie, aby na swojej drodze do zdrowej sylwetki posiłkować się nie tylko tym szklanym ustrojstwem. Zróbcie sobie zdjęcie, kupcie spodnie o rozmiar mniejsze, a centymetr niech stanie się Waszym najlepszym przyjacielem. A waga? Waga niech leży w kącie i czeka na lepsze czasy.

Sama kiedyś skupiałam się na liczbach - do czasu aż kupiłam wagę, która mierzy także poziom tkanki tłuszczowej, mięśni i wody. Co prawda tego typu urządzenia nie są tak dokładne, jak profesjonalne maszyny, z których możecie skorzystać np. na siłowni jednak dają poglądowe informacje o zachodzących zmianach. Dlatego, jeśli już decyduję się na wejście na wagę to zawsze analizuję także zmiany w składzie ciała - dzięki temu nawet jeśli okazuje się, że przytyłam wiem, że to nie dodatkowy tłuszcz, a mięśnie czy woda, która przy niedoczynności tarczycy lubi się zatrzymywać się w nadmiarze w kostkach, kolanach czy okolicach brzucha. Dzięki centymetrowi, zdjęciom i ubraniom wiem, że moja praca jest widoczna, a sylwetka nabiera pożądanych kształtów. 

Mam nadzieję, że przekonałam Was, że waga to nie wszystko i nie warto skupiać się na liczbach. Jeśli chcecie możecie podzielić się Waszymi sukcesami, w odchudzaniu, w komentarzach.
Smoothie bowl, czyli pomysł na szybkie śniadanie.

1/28/2017

Smoothie bowl, czyli pomysł na szybkie śniadanie.


Jajecznica, jajka na miękko, kanapka z jajkiem na twardo - brzmi znajomo? Jeśli macie już dość nudy i powtarzalności w temacie śniadań to smoothie bowl będzie dla Was świetną odmianą. Od czasu do czasu kiedy mam już dość kanapek, tostów i jajek pod każdą postacią na śniadanie serwuję sobie miskę owocowej rozpusty. Całość jest nie tylko smaczna, ale błyskawiczna i łatwa w przygotowaniu. Tylko od Was zależy jakie owoce i dodatki wykorzystacie. Na początek proponuję połączenie, które lubi prawie każdy, czyli banan i truskawka.

Do przygotowania bananowo-truskawkowego koktajlu w misce potrzebne będą następujące składniki:

  • banany
  • truskawki
  • mleko 
Dodatki:

  • kiwi
  • płatki kokosa
  • suszona żurawina
  • kasza jaglana ekspandowana
  • nasiona chia
  • płatki migdałów
Nie podaję, w tym przypadku, konkretnych miar, bo ilość użytych składników zależy od tego jak dużą porcję zamierzacie zjeść. Możecie użyć zarówno mrożonych jak i świeżych owoców. Należy jednak pamiętać, że konsystencja smoothie bowl powinna przypominać bardziej sorbet niż koktajl.

Owoce wrzucamy do blendera i miksujemy. 

Wlewamy smoothie do miski i dekorujemy według uznania.

SMACZNEGO!





Domowe czekoladki - wersja podstawowa.

1/25/2017

Domowe czekoladki - wersja podstawowa.


Jeśli najdzie mnie ochota na coś słodkiego, co zdarza się wyjątkowo rzadko, wówczas sięgam po gorzką czekoladę - jedna kostka w zupełności zaspokaja mojego słodkiego głoda. Kupienie dobrej, gorzkiej czekolady nie stanowi najmniejszego problemu - jednak nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała stworzyć takich słodkości sama. Postanowiłam zacząć od czekoladek - ich wielkość odpowiada kostce czekolady (no może dwóm), więc są idealne na cukrowy kryzys. Moje pierwsze podejście do czekoladek było niezbyt udane - myślę jednak, że przyczyną było słabej jakości surowe kakao oraz złe proporcje. Przeanalizowałam całość, trochę pokombinowałam i zamieniłam kakao surowe na to zwykłe, które możecie dostać w każdym sklepie - efekt jest taki, że drugie podejście zostało zwieńczone sukcesem. Dlatego też dziś chciałabym się z Wami podzielić przepisem na czekoladki w wersji podstawowej bez żadnych specjalnych dodatków.

Do przygotowania czekoladek potrzebne będą następujące produkty:

  • 4 łyżki oleju kokosowego
  • 5 (czubatych) łyżek kakao
  • 1/4 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki syropu daktylowego
  • szczypta soli himalajskiej
  • silikonowa forma do czekoladek.
Do rozpuszczonego i lekko ostudzonego oleju kokosowego stopniowo wsypujemy kakao, cały czas mieszając.

Następnie dodajemy ekstrakt z wanilii, syrop daktylowy i sól. 

Całość dokładnie mieszamy po czym przelewamy czekoladę do foremki. 

Wstawiamy do zamrażarki do czasu aż czekolada stężeje.

Z powyższej porcji powinno Wam wyjść ok. 12-13 czekoladek.

SMACZNEGO!



Kindle - czy czytnik e-booków to tylko zbędny gadżet?

1/18/2017

Kindle - czy czytnik e-booków to tylko zbędny gadżet?


Odkąd pamiętam uwielbiałam czytać. Miałam gorszy okres w liceum, kiedy książki zaczęły mi się kojarzyć wyłącznie z lekturami, a te jak wiemy rzadko kiedy są pasjonujące. Na szczęście na studiach niechęć zniknęła i od tego czasu moja książkowa miłość rozkwita, a dzień bez przeczytania choćby kilku stron jest dniem straconym. Należę do tych osób, którym nic nie zastąpi tradycyjnego papieru. Nie ma nic lepszego niż świeży, jeszcze pachnący egzemplarz książki ulubionego autora. Dlatego też bardzo długo byłam przeciwniczką wszelkiego rodzaju czytników. Wiecie, e-book to nie książka i te sprawy. Jakoś zupełnie nie wyobrażałam sobie sytuacji, w której chętnie sięgnęłabym po kolejną techniczną nowinkę zamiast klasycznej książki. Nie i już. Moje podejście zmieniło się diametralnie, kiedy okazało się, że nawet bardzo duży metraż może w końcu być za mały, jeśli kupuje się kilka książek w miesiącu. Po długim namyśle i zasięgnięciu opinii u znajomych zdecydowałam się na Kindle. Tak zaczęła się moja przygoda z elektronicznymi książkami.

DANE TECHNICZNE

Mój wybór padł na Amazon Kindle Touch 2014, akurat była na niego promocja, więc był to idealny moment na zakup i sprawdzenie, czy tego typu urządzenie się u mnie sprawdzi i co najważniejsze, czy zdołam się do niego przekonać.

WAGA: 191 G

WYMIARY: 169 x 119 x 10.2 mm

WYŚWIETLACZ: 6 cali / rozdzielczość: 800 x 600 pikseli / E-Ink (technologia, którą stosuje się w wyświetlaczach elektronicznych, tzw. elektroniczny papier)

STANDARDY OBSŁUGIWANEGO TEKSTU: AZW, DOC, DOCX, HTML, MOBI, PDF, PRC, TXT

Dzięki niewielkim wymiarom i wadze czytnik z powodzeniem można wrzucić do torebki i zabrać ze sobą.

Nie ma też najmniejszego problemu z wgraniem plików o innych formatach niż te podane powyżej. W takiej sytuacji przychodzi nam z pomocą aplikacja Calibre (o której opowiem za chwilę).

Warto tu wspomnieć jeszcze o żywotności baterii. Raz naładowana wystarcza spokojnie na 2-3 tygodnie regularnego czytania.


FUNKCJE


  • E-Papier, czyli ekran jak kartka papieru.

Dzięki e-papierowi ekran czytnika przypomina zwykłą kartkę papieru - jest matowy i nie odbija światła, jak ma to miejsce w przypadku tabletów. To sprawia, że czytanie jest komfortowe i nie męczy oczu tak jak ekran komputera. Posiadana przeze mnie wersja, co prawda, nie posiada funkcji podświetlenia ekranu jednak nie obniża to w żadnym wypadku komfortu czytania (nie ma problemu z czytaniem w łóżku przy nocnej lampce). Dotykowy ekran dopasowuje się do otoczenia co w praktyce oznacza, że możemy czytać zarówno w słoneczny, jak i pochmurny dzień nie tracąc przy tym jakości wyświetlanego tekstu.


  • Czytaj jak chcesz - spersonalizowane czytanie dla każdego.

Korzystając z czytnika masz możliwość spersonalizowania takich funkcji, jak rodzaj i wielkość czcionki, odstępy między wierszami oraz marginesy. Koniec z wysilaniem wzroku i czytaniem słów złożonych z liter wielkości maku. Jeśli gorzej widzisz po prostu powiększasz czcionkę i czytasz dalej. Dodatkowo możemy włączyć opcję, która monitoruje postęp naszego czytania. W lewym dolnym rogu pokaże się Wam przeczytany procent całości oraz czas pozostały do zakończenia książki (obliczany na podstawie tego, jak szybko czytaliśmy do tej pory).


  • Notatki i słownik.

Ciekawą opcją jest również możliwość dodawania notatek - szczególnie przydatne, jeśli chcemy coś konkretnego zapamiętać i zanotować, a nie mamy pod ręką długopisu i kartki. Możemy także zrobić zakładkę na danej stronie, tak by szybko do niej wrócić w każdej chwili. Jeśli natomiast obce jest nam znaczenie jakiegoś słowa wówczas wystarczy skorzystać ze słownika (tylko w wersji angielskiej). Wszystko to pozwala nam na korzystanie z czytnika jak ze zwykłej książki, z tym że nie potrzebujemy żadnych dodatkowych zakreślaczy, zakładek i notatników.


  • Wi-Fi - kupuj książki, kiedy chcesz i gdzie chcesz.

Wbudowany moduł Wi-Fi pozwala na bezprzewodowe połączenie czytnika z Internetem i przeglądanie książkowych zasobów wirtualnych księgarni. Dzięki temu możemy kupić i ściągnąć wybraną pozycję zaledwie w kilka sekund.

CALIBRE, CZYLI PROSTY SPOSÓB NA DZIWNY FORMAT

Zanim zdecydowałam się na zakup Kindle przeczytałam mnóstwo opinii, w których jako minus podawany był brak odczytywania konkretnych formatów. Postanowiłam więc przyjrzeć się temu bliżej i okazało się, że owszem nie wszystkie pliki będą prezentowały się na Kindle idealnie, ale jest jedno proste rozwiązanie tego problemu - Calibre. To prosty program, za pomocą którego możemy konwertować pliki na wiele innych formatów.

Aby wgrać książkę na czytnik mamy dwa wyjścia:

  • podłączyć Kindle do komputera i wrzucić plik standardowo jak na każdy dysk zewnętrzny

Jeśli wgrywamy pliki przy pomocy komputera, a posiadamy taki, którego Kindle nie czyta, wrzucamy go najpierw do Calibre, konwertujemy i potem wrzucamy do zasobów czytnika.

  • przesłać plik z każdego miejsca, niezależnie czy mamy czytnik pod ręką

Przy pierwszym starcie czytnika zakładamy specjalny adres (twojanazwa@kindle.com) - na tego maila możemy przesyłać pliki, a nasz czytnik automatycznie je pobierze. Jeśli więc posiadamy książkę w formacie, którego Kindle nie czyta lub w takim, który nie wygląda zbyt pięknie po wrzuceniu na czytnik (np. PDF) wystarczy, że przy wysyłaniu maila z plikiem w tytule wpiszecie "convert" - wówczas urządzenie samo zamieni plik na format odpowiedni dla Kindle.


CZY CZYTNIK E-BOOKÓW TO COŚ DLA MNIE?

Niedługo minie rok odkąd regularnie używam Kindle. Moje zdanie o tego typu urządzeniach diametralnie się zmieniło. Co prawda nigdy nie uznam wyższości elektroniki nad zwykłym papierem, ale dostrzegam wiele zalet tego typu urządzeń. Jeśli nadal zadajesz sobie pytanie, czy czytnik e-booków jest dla Ciebie pozwól, że pomogę Ci podjąć decyzję.

ZALETY:

  • wielkość i waga

To jedna z największych zalet. Urządzenie jest lekkie i ma niewielkie wymiary co sprawia, że bez problemu możemy je wszędzie ze sobą zabrać - nie zajmuje wiele miejsca, a jest w stanie pomieścić kilkanaście książek. W końcu możemy zabrać więcej niż 1 książkę na długi urlop. Dodatkowo koniec z nadwyrężaniem rąk, kiedy chcemy przeczytać 800-stronicową cegłę. Korzystając z czytnika wszystkie nasze książki ważą tyle samo, czyli tyle co nic.

  • oszczędność miejsca 

Nie macie czasem tak, że chętnie przeczytałybyście jakąś książkę, ale niekoniecznie musicie być jej posiadaczami? Nie jest to Wasz ulubiony autor lub po prostu chcecie sprawdzić, o co tyle szumu wokół danej książki, choć czujecie, że to będzie jakiś bubel. W tym wypadku czytnik jest idealnym rozwiązaniem - czytacie książkę, a po jej skończeniu jedyne co po niej zostaje to niewielkich rozmiarów elektroniczny plik, który możecie zgrać na dysk i o nim zapomnieć. Poza tym to świetne rozwiązanie, dla tych którzy mają mało miejsca albo już nie mają miejsca na więcej książek.

  • wygoda i personalizacja czytania

Możliwość dostosowania opcji takich jak wielkość i rodzaj czcionki sprawia, że tę samą książkę mogą czytać młodzi i starsi, zachowując przy tym taką samą, wysoką jakość.

  • dostępność

Jeśli nagle stwierdzimy, że chcemy przeczytać tę konkretną książkę tu i teraz mamy taką możliwość. Dostępność e-booków jest stała - nie musimy iść do księgarni, wystarczy kliknąć, zapłacić i już ściągamy plik na swoje urządzenie.

WADY:

  • cena

Niestety ceny e-booków nadal są bardzo zbliżone do cen papierowych egzemplarzy. Na szczęście coraz częściej pojawiają się promocje, na których można upolować kilka e-booków w cenie jednej książki.

Dla niektórych także cena samego urządzenia może być trochę za wysoka, ale warto wydać więcej na raz, bo wydatek zwróci się błyskawicznie.

GDZIE KUPIĆ KINDLE?

Swój czytnik kupiłam stacjonarnie w jednym z sieciowych sklepów sprzadających elektronikę. Dużo ludzi decyduje się jednak na zakup z Amazona. Jeśli jesteście ciekawi co i jak to sprawdźcie przewodnik: "Jak kupić czytnik Kindle?".

Podsumowując, w życiu nie pomyślałabym, że jako zagorzała przeciwniczka e-booków zmienię zdanie i na tyle polubię się z czytnikiem, że będę z niego regularnie korzystać. Oczywiście nie zmienia to zupełnie moich poglądów na to, że książka papierowa nadal dzierży berło i nikt jej z piedestału nie zrzuci. Jak już mówiłam nic nie przebije nowego, pachnącego, papierowego egzeplarza książki - nawet najdroższy, najlepszy czytnik. Kindle jest za to idealnym uzupełnieniem dla standardowych książek. Pozwolił mi na delektowanie się dziełami ulubionych autorów w każdym, nawet najbardziej odległym miejscu od domu. Co sprawiło, że czytam jeszcze chętniej i więcej - a to chyba najlepsza rekomendacja.

A jakie Wy macie zdanie na temat czytników? Jesteście zwolennikami tradycyjnych książek czy może e-booki totalnie zawładnęły Waszym sercem?  
Czekoladowe batoniki z masłem orzechowym, żurawiną, miechunką i chia.

1/14/2017

Czekoladowe batoniki z masłem orzechowym, żurawiną, miechunką i chia.


Słodycze nigdy nie były dla mnie czymś bez czego nie mogłabym się obejść - tym bardziej, że składy niektórych słodkich produktów potrafią przyprawić o zawrót głowy. Chemia pogania chemię, a człowiek łamie sobie język próbując wymówić te wszystkie nazwy. Dlatego też jeśli już najdzie mnie ochota na coś słodkiego lecę do kuchni i tworzę. Tym razem chciałabym się z Wami podzielić przepisem na tzw. energy bars, czyli mówiąc krótko batoniki, których podstawą są daktyle.

Do przygotowania batoników potrzebne będą następujące produkty:

  • 12 daktyli 
  • 1/4 kubka masła orzechowego
  • 1/4 kubka orzechów nerkowca 
  • 2 łyżeczki surowego kakao
  • 2 łyżeczki chia
  • 1/4 kubka suszonej żurawiny
  • 1/8 kubka suszonej miechunki.
Oczywiście możecie użyć innych, ulubionych dodatków np. rodzynki, słonecznik, pestki dyni lub orzechy laskowe czy migdały. Możliwości są nieograniczone.

Wszystkie składniki umieszczamy w robocie kuchennym/blenderze i miksujemy aż do uzyskania jednolitej masy. 

Wykładamy foremkę papierem do pieczenia i przekładamy do niej powstałą masę. Całości nadajemy pożądany kształt i grubość. 

Batoniki umieszczamy w lodówce i zostawiamy je tam na ok. 1 godzinę. Po tym czasie kroimy masę na równe części. 

Batoniki przechowujemy w lodówce, uprzednio zawijając je w papier. 

SMACZNEGO!





Copyright © 2016 - 2017 healthystyle.pl