Zrobione jest lepsze od doskonałego. Słów kilka o nieustannej walce z perfekcjonizmem.

 Słów kilka o nieustannej walce z perfekcjonizmem.

"Zrobione jest lepsze od doskonałego." Pierwszy raz usłyszałam ten tekst z ust Pani Swojego Czasu. Było to wieki temu i do tej pory co jakiś czas ten cytat do mnie wracał powtarzany przez kilka innych osób. Wiecie co sobie wtedy myślałam? Nie, no fajnie, fajnie, ale łatwiej powiedzieć niż zrobić. 

PERFEKCJONIZM W KAŻDYM CALU

Jeśli zajrzycie do słownika języka polskiego to dowiecie się, że perfekcjonizm to nic innego jak dążenie do osiągnięcia doskonałości, które często przybiera formę przesadną. Mówiąc krótko utrudnia Ci paskuda życie. 

U mnie na szczęście, ta przypadłość, nigdy nie osiągnęła poziomu ekstremalnego. Choć jeszcze całkiem niedawno ten tekst na pewno nie ujrzałby światła dziennego. Zresztą poprzednie również nie przeszłyby przez gęste sito perfekcjonizmu. A to wszystko dlatego, że w każdym byłam w stanie znaleźć coś, co mi nie odpowiadało i co mogłabym zrobić lepiej. Nic dziwnego więc, że po założeniu bloga, utknęłam w martwym punkcie. Za każdym razem, kiedy chciałam opublikować tekst ostatecznie rezygnowałam, bo przecież jak mogłabym opublikować coś, co nie daje rozległej wiedzy, jak szkolny podręcznik i nie jest dopracowane w każdym calu. Kto będzie marnował czas na czytanie luźnych przemyśleń dotyczących życia. Przecież istnieje już ogrom takich blogów. W rezultacie tworzyłam treści, z których nie do końca byłam zadowolona lub nie tworzyłam ich wcale. Nie da się ukryć, że udział w tym miała także moja praca. Na co dzień zajmowałam się copywritingiem. Codzienne tworzenie tekstów według czyichś konkretnych wytycznych sprawiło, że po prostu się wypaliłam. Miałam wrażenie, że nie potrafię stworzyć już nic na poziomie, jaki mnie zadowalał. I tak dobrze widzicie, czas przeszły. Kiedy zaszłam w ciążę, a niekończące się nudności nie dawały mi spokoju, postanowiłam zrobić sobie przerwę. Pierwotne założenie było takie, że kiedy nasz synek skończy rok, wracam do pracy. Mój wewnętrzny kapral perfekcjonizmu nie pozwoliłby mi na żadną inną opcję, a jednak kiedy ten moment właśnie nadszedł zdałam sobie sprawę, iż teraz chciałabym tworzyć na własnych zasadach. Dlatego też wróciłam do blogowania. Okazuje się, że perfekcjonizm ogranicza nas w wielu aspektach. 

ATAK NA KAŻDĄ DZIEDZINĘ ŻYCIA

Wiecie, dlaczego nienawidzę sprzątać? Bo każde najzwyklejsze porządki kończą się u mnie generalnym sprzątaniem. W jednej chwili wycieram kurze, a w drugiej okazuje się, że porządkuje wszystkie szafki, szuflady i szafy. Absolutnie zawsze wszystko musi być perfekcyjne. Choć właściwie powinnam napisać było. Tak, dobrze czytacie, było. 

Walczyłam z perfekcjonizmem przez bardzo długi czas, raczej z marnym skutkiem. Tymczasem zaledwie jedno wydarzenie sprawiło, że wyleczyłam się z niego raz na zawsze. Kiedy trafiłam do szpitala, a moje życie było zagrożone zrozumiałam, że ekstremalny perfekcjonizm nie przynosi mi nic dobrego. Nie zliczę ile projektów nie ujrzało światła dziennego tylko dlatego, że uważałam, że można było zrobić coś lepiej. Prawda jest jednak taka, że zawsze można zrobić coś inaczej, lepiej. Zawsze jest miejsce na rozwój. Jeśli uważamy, że wszystko robimy idealnie to dopiero wówczas powinniśmy zacząć się martwić, bo to oznacza, że dotarliśmy do ściany, która ogranicza naszą dalszą życiową ewolucję. 

PROSTE ROZWIĄZANIA NIE ISTNIEJĄ

Pewnie zaczynając czytać ten tekst liczyliście na to, że wskażę Wam, co zrobić, by wygrać z perfekcjonizmem. Może Was rozczaruję, ale prawda jest taka, że gotowe rozwiązania w tym wypadku nie istnieją. Dopóki nie zdamy sobie sprawy, jak bardzo perfekcjonizm ogranicza nas i nasze działania, jak bardzo negatywnie wpływa na nasze życie wierzcie lub nie, ale nikt i nic nie przekona Was do tego, żeby zmienić zdanie. By osiągnąć sukces i uwolnić się od perfekcjonizmu raz na zawsze trzeba najpierw nauczyć się odpuszczać. Zawsze możemy zrobić coś lepiej, ale po co czekać aż zrobimy to perfekcyjnie skoro możemy podjąć działania już dzisiaj, a udoskonalać całość w trakcie. W końcu przecież nie od dziś wiadomo, że ZROBIONE JEST LEPSZE OD DOSKONAŁEGO.