Styczeń okiem freelancera, czyli kilka słów o tym, że początek nie zawsze jest taki straszny.

Styczeń okiem freelancera.

Styczeń to podobno najbardziej zapracowany miesiąc w całym roku. Tym razem nawet się nie spostrzegłam, kiedy zawitał do nas luty, a styczeń zleciał mi błyskawicznie. Tu oczywiście pojawia się jak zwykle pytanie "jak to możliwe, że mamy już luty? i gdzie ten czas tak zasuwa?". Nawet nie zauważymy, kiedy zawita do nas wiosna... ale przecież nie o przemijającym czasie ma być ten tekst. Jako że 2019 to rok, w którym postanowiłam odkurzyć zaczęte, ale lekko zapomniane projekty - powstał pomysł, by tchnąć w tego bloga trochę życia, a przy okazji nadać mu odrobinę osobowości. Dlatego nie zdziwcie się, kiedy zacznie się tu pojawiać mniej dopracowanych do granic możliwości tekstów, a więcej takich, w których zobaczycie cząstkę autora, czyli mnie. Tak powstał pomysł na nowy cykl tekstów, w którym znajdziecie krótkie podsumowanie każdego miesiąca. Zapraszam więc na styczeń widziany okiem freelancera.

ŻYCIE FREELANCERA

Styczeń utwierdził mnie w przekonaniu, że nie zamieniłabym obranej ścieżki kariery na żadną inną. Co prawda życie freelancera nie zawsze usłane jest różami, ale nie da się zaprzeczyć - daje niesamowitą swobodę, którą na obecnym etapie cenię dużo bardziej niż ciepłą posadę ze stałą pensją. Pod koniec roku podjęłam decyzję, że nie dla mnie sztywne ramy i praca w czyimś biurze od 9 do 17. Styczeń zaczęłam więc w 100% jako freelancer, a od tej pory zlecenia przyjmuję tylko zdalnie. Okazało się, że był to dobry wybór i zrealizowałam, w ten sposób, już kilka projektów.

BLOG

Blog to taki copywriting po godzinach. Kiedy prawie 3 lata temu zakładałam tego bloga miałam na niego konkretny pomysł. Niestety okazało się, że zamknięcie się w bardzo wąskiej tematyce prędzej czy później prowadzi do tzw. wypalenia. Właśnie dlatego blog w zeszłym roku raczej wegetował niż funkcjonował tak jak bym sobie tego życzyła. Styczeń przyniósł jednak falę nowych pomysłów, które odmienią to miejsce i tchną w nie nowe życie... a przynajmniej mam nadzieję, że tak będzie. W końcu nie da się do końca przewidzieć czy to, co nowe spodoba się wam - czytelniczkom. Styczeń zleciał więc na planowaniu i wprowadzaniu drobnych zmian tak, by blog funkcjonował, jak należy. Wyznaczyłam sobie także konkretny dzień publikacji. Oczywiście nie wiem, czy to się w późniejszym czasie nie zmieni, ale na chwilę obecną w każdy poniedziałek znajdziecie tu coś nowego.

Styczeń okiem freelancera, czyli kilka słów o tym, że początek nie zawsze jest taki straszny.

NOWA FALA MOTYWACJI

Pod koniec roku styczeń jawił mi się jako ciężki miesiąc. W końcu brak stałych zleceń i poszukiwanie ich na własną rękę nie jest idealnym planem na początek roku. Styczeń był więc czymś na zasadzie miesiąca próbnego. Postanowiłam sprawdzić, czy freelance to na pewno odpowiednia dla mnie droga. Ostatecznie styczeń mnie zaskoczył - stanowił dobry start w nowy rok i sprawił, że luty rozpoczęłam z nową falą motywacji do działania. 

Styczeń był miesiącem wprowadzania zmian, które już od dawna kiełkowały gdzieś z tyłu mojej głowy, ale do tej pory nie miałam jakoś odwagi wprowadzić ich w życie w 100%. Mottem na ten rok jest hasło "mniej znaczy więcej", a styczeń był idealnie postawionym pierwszym krokiem, by wprowadzić ten sposób myślenia w życie... ale o tym porozmawiamy sobie już innym razem.

Ten cykl tekstów zapewne będzie ewoluował i następnym razem przeczytacie już nie tylko o tym, co działo się u mnie w danym miesiącu, ale także co ciekawego obejrzałam, przeczytałam czy gdzie byłam i co wam z tego polecam. Pamiętajmy, że pierwszy tekst jest jak naleśnik - niby to naleśnik, ale nie do końca udany, ale z każdym kolejnym dochodzimy do perfekcji. Niech więc cykl "okiem freelancera" ewoluuje swoim rytmem. 

Dajcie znać w komentarzach, jaki był wasz styczeń i jakie ciekawe projekty udało wam się w tym czasie zrealizować.